Powrót Morgensterna
Data: 20-09-2009 o godz. 09:00:23
Temat: Kino, film


Janusz Morgenstern Wczoraj zakończył się 34. Festiwal Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Lankosz, Smarzowski, Żuławski - wśród faworytów. Mądre "Mniejsze zło" Morgensterna; odmieniony Grzegorzek w fascynującym filmie "Jestem twój"

Bohater "Mniejszego zła" Janusza Morgensterna według powieści Janusza Andermana jest odwrotnością Witka z "Przypadku" Kieślowskiego. Obaj żyją w czasach KOR-u, "Solidarności", stanu wojennego. Tyle że tamten w każdym wariancie swego życia postępował uczciwie - ten w każdej sytuacji kłamie w żywe oczy. Spirala kłamstwa zaczyna się w momencie, gdy student nieudacznik z ambicjami, chcąc się czymś wyróżnić, podpisuje list protestacyjny przeciwko cenzurze. To go nobilituje, ale natychmiast wpędza w kłopoty. Uciekając przed wojskiem, student brnie dalej w kłamstwo. A kłamie mu się tym łatwiej, że jest ulubieńcem kobiet (Cielecka, Olszówka, Arciuch). Nie musi ich podrywać, same na niego lecą, zwłaszcza widząc w nim pisarza drugiego obiegu, który szczyci się tym, że zna samego Konwickiego.

Antybohatera uleczy stan wojenny. Pocierpi, ale odzyska twarz. W tej przewrotnej komedii, wartko, bezpretensjonalnie, trochę staroświecko opowiedzianej, Morgenstern porusza delikatną kwestię moralną: opozycyjność jako ofiara i jako droga do kariery. Autorzy filmu traktują pobłażliwie bohatera przeciętniaka, peerelowskiego koziołka matołka. Przez postać tego oszusta widać ostrzej ówczesną rzeczywistość, w całości opartą na kłamstwie, w której trzeba było prowadzić podwójną grę i gdzie wielu udawało gierojów, umiejąc się świetnie urządzić.

Ci, którzy naprawdę byli bohaterami, musieli mieć w sobie wiele pokory i wyrozumiałości wobec cudzej słabości - nie byli nadludźmi, ale byli częścią tego samego społeczeństwa. Zdrowe w tym filmie jest pomniejszenie skali - andermanowskie, dygatowskie, konwickie sprowadzenie na ziemię legendy, która służy dziś do politycznego szantażu.

W "Mniejszym złu" jedynym człowiekiem, który nie opuszcza bohatera, jest opozycjonista - ten właśnie, który kiedyś podsunął mu list protestacyjny. Czuje się odpowiedzialny za słabego kolegę, który nie umiał udźwignąć bohaterskiej roli. Ale świat, w którym bycie uczciwym wymaga bohaterstwa, jest chory - i o tym właśnie mówi "Mniejsze zło".

Ten film to mądra i uczciwa, przejmująca wypowiedź 87-letniego reżysera - skromnego, ale o wielkim doświadczeniu życiowym i filmowym. To przecież on w "Trzeba zabić tę miłość" tak naprawdę zapoczątkował kino moralnego niepokoju (wtedy tak jeszcze nienazywane). Owszem, robił też "Stawkę większą niż życie" i telewizyjne "Polskie drogi". W latach 80. zamilkł. Przewrotne "Mniejsze zło" wpisuje się na tym festiwalu w falę innych filmów o PRL, takich jak "Rewers" i "Dom zły". A Lesławowi Żurkowi dało okazję do stworzenia wreszcie dobrej roli - bo ten aktor o szczerym, chłopięcym spojrzeniu okazuje się najbardziej przekonujący wtedy, kiedy kłamie.

Jeśli chodzi o aktorów, tegoroczna Gdynia jest festiwalem Borysa Szyca, który wystąpił aż w czterech konkursowych filmach, za każdym razem zmieniając emploi, zmieniając się też fizycznie. Od "Wojny polsko-ruskiej" Żuławskiego (która do końca nie przestała być głównym faworytem konkursu, obok "Rewersu" i "Domu złego", ale też "Zera" - konceptualnego debiutu Pawła Borowskiego), przez "Mniejsze zło" Morgensterna i popisowo skonstruowany, zamknięty kapitalną puentą moralizujący thriller "Enen" Falka, aż po dobrą tytułową rolę w nieudanym "Handlarzu cudów" Jarosława Szody i Bolesława Pawicy - filmie o chrześcijańskim przesłaniu, podobnym do tego, jakie niosło "Wszystko będzie dobrze" Tomka Wiszniewskiego. Szyc gra tym razem alkoholika oszusta w błękitnym garniturku, wyłudzającego pieniądze na rzekomą pielgrzymkę do Lourdes, którego "zbawia" opieka nad dwojgiem czeczeńskich dzieci.

Marcin Dorociński w "Rewersie" stworzył najwybitniejszą w swojej karierze - podwójną - rolę, na naszych oczach niepostrzeżenie zmieniając maski, szlachetną i diabelską. Na ściszonej, uwewnętrznionej kreacji Pawła Królikowskiego (brata Rafała) jako lekarza psychoterapeuty zagrożonego nałogiem opiera się udany debiut Kingi Dębskiej "Hel".

Ale największym odkryciem aktorskim festiwalu była rola Doroty Kolak, aktorki Teatru Wybrzeże. U Mariusza Grzegorzka w filmie "Jestem twój" Kolak gra matkę kryminalisty, która przywiązała do siebie syna, żyjąc dla niego i za niego - zerwać tę pępowinę może dopiero śmierć. Obecny w jego filmach od debiutanckiej "Rozmowy z człowiekiem z szafy" wielki temat Grzegorzka - macierzyństwo jako więzienie, egoistyczna zła miłość, która w istocie jest przemocą, współczesne rozchwianie uczuciowe, pułapka oszukańczych emocji - wszystko to dochodzi tym razem do głosu w formie agresywnej, jakby popowej, wideoklipowej, świadomie kiczowatej, jak z supermarketu.

Choć zarazem jest w tym filmie głębia i dystans, nawet swego rodzaju humor, świadomość gry, przewrotna rozmowa z widzem. Udało się tu coś, co do końca nie wyszło Łukaszowi Barczykowi w "Nieruchomym poruszycielu": zburzyć barierę między "elitarnym" a "popularnym", z emocjonalnych, chwytliwych obrazów zbudować film refleksyjny, który stwarza dystans do emocji.

Tadeusz Sobolewski Gazeta Wyborcza

uzupełnij (skomentuj) ten artykuł tutaj - w tytule napisz "..do artykułu -tu adres URL , Twój wpis (po zatwierdzeniu przez administratora) zostatanie dołączony do artykułu. Jeżeli jesteś zarejestrowanym użytkownikiem, do Twojego tekstu zostanie dodana Twoja nazwa (na życzenie możemy podać pełne Twoje dane, jakie zamieściłeś w swoim profilu)






Artykuł jest z Portal Sztuki | sztuka: plastyka, teatr, muzyka
http://sztuka.gallery-art.pl

Adres tego artykułu to:
http://sztuka.gallery-art.pl/modules.php?name=News&file=article&sid=1376