Gabinet osobliwości sztuki
Data: 20-09-2009 o godz. 08:46:38
Temat: fotografia tradycyjne, cyfrowa


Gabinet osobliwości sztuki "Kunstkamera" Nicolasa Grospierre'a to atrapa sali wystawowej, która ukazuje współczesny obłęd porządkowania świata.

Bez idei kolekcji nie byłoby nowoczesnego świata. Muzea, biblioteki, archiwa - nasza pamięć spoczywa posegregowana w teczkach, poukładana w działy i szuflady. Inaczej już nie moglibyśmy się do niej dostać przytłoczeni codzienną informacją. Mamy już tylko pamięć operacyjną, która pozwala w odpowiedni sposób segregować napływające wiadomości, tracimy własną pamięć, mózg zapełniony zostaje do dna.

Nicolas Grospierre - świetny fotograf, którego każda praca jest refleksją o kulturze - po doskonałej "Bibliotece", instalacji z luster i zdjęć półek z książkami w warszawskim Pałacu Książki, zbudował kolejną wystawę, która wprowadza zaburzenia w potoczne doświadczenie przestrzeni. To "Kunstkamera".

W sali na parterze - wchodzimy tam po schodkach wprost z wejściowego holu CSW - najpierw widać coś bardzo brzydkiego, jakby ktoś nagle zatrzymał się w środku remontu i zostawił rusztowanie. To sześciokątna konstrukcja z płyt gipsowych podpartych metalowym prętami, pokój wstawiony do pokoju, wnętrze do wnętrza. Choć wiele widziałam instalacji polegających na przestrzennych pułapkach i wpuszczaniu widza w maliny, ta jest szczególnie intrygująca - zbyt fatalnie wykonana, by mogła uwodzić, bezczelnie odwrócona od widza.

Przez jedno z dwóch wąskich przejść wchodzę do środka. Okazuje się, że to jednak jest labirynt, ale nie realny, tylko wirtualny. Jestem w odrębnym świecie, w wydzielonym z rzeczywistości cyrkowym namiocie. Na ścianach widać zdjęcia, które pokazują jakieś pejzaże albo przedmioty, a inne pokazują pokój, w którym w tej chwili jesteśmy - odbity w lustrze, w tym zaś lustrze jest kolejne lustro itd. Jak w "Gabinecie kolekcjonera" Georges'a Pereca.

Perec opowiada tam historię obrazu Heinricha Kürza - amerykańskiego malarza żyjącego na przełomie XIX i XX wieku - przedstawiającego gabinet kolekcjonera sztuki Hermanna Raffkego, który ów obraz zamówił. W obrazie tym Kürz przedstawił kolekcjonera patrzącego na swoją kolekcję, w której jest ów obraz przedstawiający kolekcjonera patrzącego na swoją kolekcję itd. Obraz wzbudził sensację, a potem pochowany został razem z kolekcjonerem. Kolekcjonowanie bowiem to piękny snobizm, wyraz wysokiej kultury, ale - w kategoriach psychologii - także mania, obsesja, koniec wolności wyboru i wyobraźni, zamknięcie w więzieniu, grób.

W "Kunstkamerze" Grospierre'a pokazane na ścianach zdjęcia prowadzą nas podobnie w nieskończoność, w głębinę. Ułożone są według arbitralnego klucza, rządzi nimi zapewne żelazny porządek, ale zasada tych ciągów i symetrii jest na razie dla mnie nieodgadniona. To, co wydawało się na początku tylko odbiciem, różni się od rzeczywistości, którą mamy za plecami. Kręcę się wokół własnej osi i czuję, że wpadam w labirynt, zresztą pójdźcie zobaczyć sami.

Dodatkowo sytuację komplikuje to, że zdjęcia pochodzą z różnych serii. Jest np. seria warszawskich parków, seria psich portretów, seria starych kin czy wnętrz Hotelu Europejskiego. Są serie prawdziwe (jak hotel) i serie fikcyjne, np. seria luster, które nie odbijają postaci ludzkich, czy dokumentacja kolekcji zebranej jakoby "przez pięćdziesięcioletniego mężczyznę, który przez całe życie z okazji swoich podróży pobierał próbki powietrza i zamykał je w szczelnych flakonikach". Fikcja i fiksacja zarazem.

Grospierre mówi tutaj zapewne o swoim własnym uwikłaniu. Jako fotografik pracuje seriami. Tworzy kolekcje zdjęć podobnych rzeczy lub widoków, jak "Litewskie przystanki autobusowe", "Bary mleczne", "Hotel Europejski". Ale w serii jest pułapka. Seria daje pewne złudzenie - ogarnięcia całości, dotarcia do tajemnicy. Jeden pusty pokój Hotelu Europejskiego jest nudny i nieciekawy, seria pustych pokojów hotelowych wydaje się już czymś innym - esejem o nijakości i nudzie. Grospierre pyta, czy to nie za łatwy trik.

"Kunstkamera" to rozliczenie z własną sztuką, ale także i coś więcej - polemika z systemem, w którym tkwimy. Ta sześciokątna klatka ze zdjęciami i reprodukcjami na ścianach to przecież klasyczna wystawa, czyli sztuczna rama, w którą wciska się dzisiaj dzieła sztuki, aby pokazać je ludziom, a która jest całkowicie umowna. To, co Grospierre zbudował w CSW, to jakby atrapa sali wystawowej, która obiecuje wiele, a najczęściej dostarcza rozczarowań.

Stąd zresztą ucieczka takich artystów jak np. Paweł Althamer z "sal wystawowych". Konwencja męczy, staje się upiornym, pustym rytuałem. Dużo się ostatnio mówi o kryzysie formuły biennale. Rozmnożyły się po świecie i stały się samowystarczalne - prowokują np. powstawanie specyficznej sztuki, która skierowana jest do gości biennale i tylko na biennale ma sens. W postępowaniu Grospierre'a widzę tendencję przeciwną.

Jego gabinet osobliwości można by postawić wszędzie, jest niezależną jednostką wystawienniczą, która sama dla siebie jest galerią i muzeum. Artysta jest twórcą kolekcji, jej właścicielem, architektem, kuratorem, sam jej nadaje znaczenia, broniąc się przed możliwością zawłaszczenia, użycia i manipulacji.

Nicolas Grospierre "Kunstkamera", do 29 września, CSW Warszawa, kurator Adam Mazur

Dorota Jarecka Gazeta Wyborcza

uzupełnij (skomentuj) ten artykuł tutaj - w tytule napisz "..do artykułu -tu adres URL , Twój wpis (po zatwierdzeniu przez administratora) zostatanie dołączony do artykułu. Jeżeli jesteś zarejestrowanym użytkownikiem, do Twojego tekstu zostanie dodana Twoja nazwa (na życzenie możemy podać pełne Twoje dane, jakie zamieściłeś w swoim profilu)






Artykuł jest z Portal Sztuki | sztuka: plastyka, teatr, muzyka
http://sztuka.gallery-art.pl

Adres tego artykułu to:
http://sztuka.gallery-art.pl/modules.php?name=News&file=article&sid=1375