Koniec uwodzenia
Data: 08-06-2009 o godz. 18:34:15
Temat: Kino, film


Nowy film Kolskiego to przypowieść o sile i miłości, niemal pozbawiona słów Od piątku w kinach "Afonia i pszczoły" - nowa, chropowata i zaskakująco mroczna przypowieść Jana Jakuba Kolskiego, który zdaje się mówić, że powrót do idylli z "Jańcia Wodnika" jest już niemożliwy.

Nowy film Kolskiego wziął się z rodzinnej anegdoty. I ze starego zdjęcia z 1917 roku, na które reżyser trafił przypadkiem podczas warsztatów dla studentów szkoły filmowej - wśród 19 cyrkowych zapaśników był również jego prawuj, przed wojną chemik i wynalazca pewnego sposobu hartowania włókien, którego uwiodły zapasy: jak twierdzili najbliżsi, rozrywka plebejska i podejrzana. W czasie zawodów zakładał więc czarną maskę - jak bohater "Afonii i pszczół", który tak samo zresztą się nazywa: Rafał Hendlisz. - Zamarzyłem sobie, żeby te postaci ze zdjęcia ożywić - mówił mi niedawno Kolski.

Autobiograficzny rys w "Afonii " jest ważny, bo podkreśla niejako powrót reżysera do kina autorskiego sprzed "Pornografii" i "Daleko od okna" - od czasu debiutanckiego "Pogrzebu kartofla" w filmach Kolskiego rodzinna przeszłość i popielawska wieś tworzyły przecież błyskotliwy, prywatny mit, którym reżyser dzielił się z widzem. W "Afonii", niemal pozbawionej słów przypowieści o miłosnym trójkącie, widać jednak zasadniczą różnicę: stary dom przy torach, tytułowe pszczoły, a wreszcie późna, niespodziewana namiętność są zaprzeczeniem idyllicznego spokoju, odwiecznego porządku, który choćby w "Jańciu Wodniku" przebijał się zawsze na plan pierwszy. Świat "Afonii" to świat nieoczywisty i mroczny - nawet zewnętrzna uroda miejsca, podkreślana pięknymi zdjęciami Krzysztofa Ptaka, wydaje się ujęta w nawias.

"Czy mnie kochasz?" - pyta żonę swoim niezrozumiałym, bełkotliwym językiem Hendlisz. "O takich rzeczach się nie mówi" - odpowiada ze złością Afonia (Grażyna Błęcka-Kolska). To ona, szorstka i ukrywająca swoją kobiecość, opiekuje się sparaliżowanym mężem, wozi go na spacery i zapaśnicze zawody, ale bezwiednie, jakby jej życie ograniczało się do powtarzanych mechanicznie rytuałów. Aż pojawi się na małej stacyjce kolejowej "ten trzeci", pozbawiony imienia Ruski (Andriej Biełanow), który obudzi w Afonii miłość i pożądanie.

W przeciwieństwie do baśniowego "Jasminum" Kolski nie próbuje tym razem widza uwodzić. Nie pozwala w łatwy sposób polubić swoich bohaterów, zastępuje realizm umownym, fabularnym szkicem, a psychologię - symbolami: jak ofiarowana w prezencie królowa pszczół czy dziura w ścianie, przez którą Afonia może Ruskiego podglądać. Namiętność między kochankami przyjąć więc trzeba na wiarę - może dlatego, że w przeciwieństwie do zazdrości męża (kolejna u Kolskiego świetna rola Mariusza Saniternika) jest ona nieracjonalna i nielogiczna?

Kolski wyraźnie odziera zresztą miłość z melodramatycznego blasku - wpisuje w nią zdradę, zazdrość, rywalizację. Dwaj zapaśnicy - jeden młody, silny i efektowny (Ruski), drugi stary i schorowany (Rafał) - konkurują tutaj o kobietę, ale gra zdaje się toczyć o zupełnie inną stawkę. "Afonia" ciekawa jest dla mnie jako film o dramacie ciała, które rządzi się instynktami, nie pozwala się kontrolować, a jednocześnie zmuszane jest do nieustannych zapasów, siłowania się z kimś innym: czy to w relacjach damsko-męskich, czy nawet - jak widzimy w retrospekcjach - w sytuacji zamknięcia w obozie koncentracyjnym.

W tej walce - jak w zapasach - ktoś musi wygrać, a ktoś przegrać (nawet wśród pszczół, jak mówi bohaterka, nie może być dwóch królowych). Ale każde zwycięstwo podszyte jest klęską. W przeciwieństwie do bohaterki "Antychrysta" von Triera, Afonia nie kaleczy sobie intymnej części ciała, a jednak sama sobie zada inną, cielesną "karę".

Film zaczyna się w roku 1953 (właśnie umarł Stalin), pojawiają się w "Afonii" wspomnienia z czasów wojny, a rywalizacja Hendlisza z Ruskim ma znaczący podtekst: ten pierwszy jest Żydem z obozową przeszłością, a drugi, jak się okaże, nie przypadkiem nosi radziecki mundur. Polityczno-historyczny teatr Kolskiego interesuje jednak najmniej - prywatna, uczuciowo-miłosna "wojna" okazuje się ważniejsza, niż powojenna Polska szykująca się do odwilży.

Ten subiektywny punkt widzenia podkreśla niemal nieustannie obecna w filmie stara kamera na korbkę, którą trzyma w ręku Afonia. Filmuje to, co osobiste, dla wielkiej historii nieważne. Ale nawet z tych quasi-amatorskich obrazów wplecionych do fabuły przebija niepokój. Nietrudno przypuszczać, że kryje się za nimi sam Kolski - reżyser demiurg, który snuje swoją niewygładzoną, chropowatą, niełatwą w odbiorze przypowieść w sposób niby dla siebie typowy, a jednak inny. Powrót do idylli z "Jańcia Wodnika", zdaje się mówić reżyser, jest już niemożliwy.

"Afonia i pszczoły", reż. Jan Jakub Kolski, Polska 2009, dystr. Best Film

Paweł T. Felis Gazeta Wyborcza

uzupełnij (skomentuj) ten artykuł tutaj - w tytule napisz "..do artykułu -tu adres URL , Twój wpis (po zatwierdzeniu przez administratora) zostatanie dołączony do artykułu. Jeżeli jesteś zarejestrowanym użytkownikiem, do Twojego tekstu zostanie dodana Twoja nazwa (na życzenie możemy podać pełne Twoje dane, jakie zamieściłeś w swoim profilu)






Artykuł jest z Portal Sztuki | sztuka: plastyka, teatr, muzyka
http://sztuka.gallery-art.pl

Adres tego artykułu to:
http://sztuka.gallery-art.pl/modules.php?name=News&file=article&sid=1338